Beata Jaworska, Tomasz Wysocki
Rabin zanadto reformowany
Trzy lata temu żydzi witali we Wrocławiu
wytęsknionego rabina. Ivan Caine chciał zaszczepić zasady judaizmu
bardziej liberalnego, który cieszy się największą popularnością
w Stanach Zjednoczonych. Wywołało to protesty innych rabinów
w Polsce
i opór ortodoksyjnych żydów.
Rabin powinien być autorytetem. Ma wydawać opinie,
pomagać gminie, dbać o poziom intelektualny jej członków
i o budżet
– wylicza Jerzy Kichler. To on pełnił funkcję przewodniczącego
Gminy
Wyznaniowej Żydowskiej we Wrocławiu, kiedy we wrześniu 2001 r. po
raz
pierwszy przyjechał do Polski emerytowany rabin filadelfijskiej Society
Hill Synagogue 83-letni Ivan Caine z żoną Deborą. – Sprawiał
wrażenie
mądrego,
rozsądnego
człowieka,
który
ma szacunek dla innych
społeczności – ocenia wrocławianin, który także dzisiaj
zasiada w zarządzie gminy.
– Zostaliśmy poproszeni, żeby służyć w kraju, który
jest sercem europejskiego żydostwa od ponad wieku – wyznaje
Amerykanin. – Ostrzegano nas, żeby nie ufać Żydom
w Polsce, bo pewne metody z czasów komunizmu pozostawiły
w nich ślady.
Rabin Caine jest przedstawicielem tak zwanego judaizmu
konserwatywnego, nazywanego także masorti,
najliczniejszego w Stanach Zjednoczonych. Zakłada on wierność
obyczajom
i tradycji, choć swobodniej niż w judaizmie ortodoksyjnym
traktuje
polecenia halachy, czyli żydowskiego kodeksu prawnego
i religijnego
– dotyczy to m.in. przestrzegania szabatu i koszerności,
modlitwy
w narodowych językach, także większego udziału kobiet w życiu
religijnym.
– Dla całego judaizmu Tora i słowa rabina są
święte, ale to wszystko podlega ewolucji i to ta ewolucja odróżnia
rodzaje judaizmu – podkreśla Michael Schudrich, ortodoksyjny
rabin Warszawy i Łodzi (ponad trzystu członków gminy). – To
nie
znaczy,
że
konserwatyści
nie
szanują tradycji, tylko dla nich
zmiany są łatwiejsze i przychodzą szybciej.
Dla wrocławskich Żydów (ponad trzystu członków gminy)
konserwatyzm
Caine’a początkowo nie miał znaczenia. Przede wszystkim chcieli
mieć
swojego rabina. – Większość naszych seniorów to urodzeni
ortodoksi i obojętnie, kto będzie ich prowadził, oni i tak
będą ortodoksyjni
– podkreśla Kichler. W kwietniu 2002 r. walne
zgromadzenie członków
gminy oficjalnie uznało Ivana Caine’a za rabina Wrocławia.
Pierwszego
od ponad 30 lat.
Koło historii
Wybór nowego rabina reprezentującego taki nurt miał także
znaczenie historyczne. Korzenie bowiem judaizmu konserwatywnego sięgają
właśnie niemieckiego Wrocławia. W 1854 r. przy dzisiejszej
ul.
Włodkowica powstało żydowskie seminarium teologiczne, które szybko
zyskało miano centrum nowoczesnego judaizmu, obejmując wpływami nie
tylko Niemcy, ale i całą Europę. Na przełomie XIX
i XX w. stał się on
niezwykle popularny, zwłaszcza wśród żydowskiej inteligencji
i klas
wyższych.
W 1938 r. seminarium przestało działać, dwa lata
później hitlerowcy
spacyfikowali społeczność wrocławskich Żydów. Ale podstawy tego, co
dzisiaj nazywa się judaizmem konserwatywnym, były już mocno
zaszczepione w Stanach Zjednoczonych.
Po wojnie na Dolnym Śląsku osiedlili się ortodoksyjni polscy
Żydzi.
Licząca początkowo kilkadziesiąt tysięcy osób społeczność zaczęła się
wykruszać już w latach 50. wskutek emigracji i nacisków
komunistów.
Rabin we wrocławskiej gminie był do 1968 r.
Społeczność wrocławskich Żydów odrodziła się na początku lat
90.,
jednak funkcjonowała bez rabina. Wprawdzie młody wrocławianin Chaim,
który studiował w jesziwach w Izraelu i USA, był
doskonałym kandydatem
na rabina, ale wybrał Nowy Jork. Kierownictwo gminy rozpoczęło
poszukiwania. – W pierwszej kolejności zwróciliśmy się do
przyjaciół ortodoksyjnych, ale nie było odzewu
– wspomina Jerzy Kichler. Potem o pomoc poproszono
nieortodoksyjnych
Żydów amerykańskich. Przyjechał rabin Ron Hoffberg. Już się mówiło, że
zostanie w Polsce na dłużej, kiedy okazało się, że bardziej mu się
spodobał praski Most Karola niż wrocławska dzielnica Czterech Wyznań,
i osiadł w stolicy Czech. – Potem nastała pustka,
którą wypełnili przedstawiciele amerykańskiego ruchu konserwatywnego
– mówi Kichler. – Oni zaproponowali kandydaturę rabina
Caine’a.
Dojrzały wiekiem rabin Caine działał z młodzieńczym
impetem. Już
jesienią 2002 r. rozpoczął przygotowania do konwersji na judaizm
19
osób. – Ta
grupa uczestniczyła w całym cyklu świąt i nabożeństw. Podczas
cotygodniowych spotkań uczyliśmy się z materiałów przesyłanych
przez
rabina, mieliśmy także lekcje hebrajskiego – relacjonuje
jeden z konwertytów.
Przygotowania trwały rok. Ivan Caine przyjeżdżał do
Wrocławia tylko na święta. – Wolałabym, żeby był na miejscu,
żeby rozwiewał wszystkie wątpliwości – przyznaje uczestniczka
spotkań. – Zostawaliśmy sami i rodziło się masę pytań, na
które nikt nie potrafił odpowiedzieć.
Ortodoksyjny rabin Warszawy na przygotowanie do konwersji
poświęca od
dwóch do ośmiu lat. Mimo to pojawił się pomysł współpracy obu rabinów,
tak jak to ma miejsce w Izraelu. – Zaproponowałem
rabinowi Caine’owi, że ja będę uczył swoich konwertytów, a on
swoich.
Potem wspólnie staną przed ortodoksyjnym bejt dinem, czyli sądem
rabinackim, i to on zdecyduje, kto może przejść konwersję.
Chciałem
współpracować, ale się nie udało – twierdzi Schudrich, który
ukończył tę samą uczelnię rabinacką co Caine.
Konstanty Gebert, wydawca miesięcznika „Midrasz”, przyznaje,
że Caine
miał prawo do przeprowadzania konwersji zgodnie z nurtem judaizmu,
który reprezentuje. – Pytanie,
jakie można zadać, to czy wszystkie osoby, które przeszły u niego
konwersję, chciały właśnie konwersji konserwatywnej, a nie
ortodoksyjnej? A jeżeli byłyby takie osoby, to czy rabin Caine
zrobił
wszystko, żeby im to umożliwić? – zastanawia się Gebert. – Wydaje
mi
się,
że
nie
dołożył
wszystkich możliwych starań.
Znak odrodzenia
Konwersja została zaplanowana na koniec września
2003 r., ale
Schudrich nie zezwolił, aby wrocławianie dokonali rytualnego obmycia
w mykwie w stolicy. – To absolutnie nie była żadna
kara – podkreśla rabin Warszawy. – Rabin Caine
przeprowadził przygotowania według swoich wzorców i miał do tego
prawo, ale ja podążam inną drogą.
– Mieliśmy nadzieję użyć mykwy w Warszawie, bo
powinna ona służyć całej społeczności żydowskiej, a nie tylko
ortodoksom
– przyznaje Caine. Zastanawiano się nad wyjazdem do Berlina lub
Budapesztu. Brano pod uwagę także naturalną mykwę, jaką jest rzeka.
Ostatecznie skorzystano z prywatnej rytualnej łaźni
w Krakowie.
Do hotelu, w którym odbywała się uroczystość, wtargnął
ortodoksyjny
rabin Sasza Pecaric z grupą swoich ludzi. Zdecydowanie sprzeciwił
się
przeprowadzeniu konwersji, Caine’a nazwał nawet szarlatanem.
– Krzyczał, czy rozumiemy, co robimy, że nikt tej konwersji nie
uzna – opowiada jedna z uczestniczek. – Wydaje
mi się, że powinien cieszyć się z tego, że będzie więcej Żydów.
– Konwersje
były przeprowadzone zgodnie z rytuałem konserwatyzmu. Ale
religijny
establishment w Izraelu nie będzie tego honorować i nie będą
oni
uważani za żydów – twierdzi Konstanty Gebert.
Wydarzenia w Krakowie odbiły się echem
w społeczności żydowskiej całego
świata. Jerozolimski dziennik „Haaretz” przywołał głos rabina Daniela
Allena, byłego prezesa Fundacji Masorti w Izraelu, który
powiedział, że
„ten incydent jest przykładem nietolerancji ortodoksów wobec
konserwatywnego i reformowanego judaizmu”. Nowojorska dziennikarka
Ruth
Gruber w tekście napisanym dla tygodnika „Jewish Week” wspomniała
natomiast, że Caine ostro skrytykował ortodoksyjnych rabinów podczas
kazania w Jom Kipur.
– Nie
rozdzierałbym szat z tego powodu. Można mówić o sporze,
i to nie tylko
lokalnym, polskim, ale to wielki spór na gruncie współczesnego judaizmu
– tłumaczy Gebert. – To, że pojawia się u nas, jest
paradoksalnie jednym z dowodów na to, że życie żydowskie
w Polsce się odradza.
Spalić Torę!
Rabina Ivana Caine’a nie zraził incydent
w Krakowie, podobnie
jak wrocławskich nowych Żydów. W kilka tygodni później
w synagodze Pod
Białym Bocianem odbyła się bat micwa dwóch dziewczynek, odpowiednik
męskiej bar micwy – uroczystego przyjęcia przez chłopca obowiązków
i praw dorosłego Żyda. Wkrótce potem pod hupą w świątyni
stanęły dwie
pary. Były to pierwsze śluby wrocławskich Żydów od prawie 40 lat.
Podczas obu uroczystości kobiety siedziały wspólnie z mężczyznami,
ubrały tałesy, a nawet czytały Torę.
Tak gwałtowne zmiany zwyczajów nie podobały się ortodoksom.
Kiedy rabin
Caine przebywał w Polsce, w gminie obowiązywały wyznaczone
przez niego
zasady, natomiast kiedy wyjeżdżał, było po staremu. W sali modlitw
pojawiły się kartki, które wskazywały oddzielne miejsca dla mężczyzn
i kobiet, i polecenie, by kobiety nie zakładały tałesów.
Sprzeciw wobec
pomysłów rabina Caine’a dotknął nawet konwertytów. – Niektórzy
odgrażali
się,
że
trzeba
spalić
tę Torę, bo jest zbezczeszczona przez
dotykanie nieżydów
– przyznaje jedna z osób, które przeszły konwersję. Dodaje,
że nie
przeszkadzają jej nawet zakazy i polecenia, ale zachowanie
współwyznawców, którzy ciągle korygują postanowienia demokratycznie
wybranego rabina.
Część młodszych członków gminy pożąda zmian. Przyznają, że
w Polsce niemożliwe jest ścisłe przestrzeganie prawa. – Nie
ma
u nas
sklepów
z koszernym
jedzeniem,
żaden
pracodawca nie
zwolni
mnie w piątek, abym przygotowała szabat, mój narzeczony nie jest
żydem
i nie wyobrażam sobie wyboru między miłością a religią,
a judaizm
ortodoksyjny to by mi nakazał – wylicza wrocławianka.
W marcu 2004 r., podczas swojego ostatniego pobytu
w Polsce, Caine
przedstawił zarządowi gminy wyznaniowej żydowskiej ultimatum. – Jeżeli
społeczeństwo
Żydów
we
Wrocławiu
zaakceptuje
mój
program zachowania
etycznego, organizacji demokratycznej, jasnej administracji
i równości
dla wszystkich przy jednoczesnym respektowaniu tradycji judaizmu
nawiązującej do koszernego jedzenia, szabatu, świąt, to byłbym
szczęśliwy móc służyć dalej tej społeczności – deklaruje
Caine.
Zarząd gminy obiecał rabinowi, że przekaże jego sugestie
członkom społeczności. – Nie odwołaliśmy rabina Caine’a, ale do
końca roku nie przyjedzie już do Polski – powiedział
Stanisław Sabina, dyrektor biura zarządu gminy.
W lipcu był w Polsce rabin Joe Wernik, szef masorti
w Izraelu. Miał zaproponować wrocławianom kandydata na nowego
rabina.
Także z denominacji konserwatywnej, ale mającego doświadczenie
w pracy
z żydami z krajów postkomunistycznych. Żadne ostateczne
decyzje jednak
nie zapadły.
W zawieszeniu
Oceny działań Ivana Caine’a są podzielone. Jedni widzą
w nich
sposób na ożywienie judaizmu, inni oskarżają go o wprowadzanie
zasad,
jakie trudno zaszczepić wśród tradycyjnie ortodoksyjnych polskich
żydów. Twierdzi się, że nie brał pod uwagę tego, że na judaizm
w Polsce
miały znaczący wpływ doświadczenia Holocaustu i pół wieku
komunizmu.
– Wydawało mu się, że w Polsce może przyjąć się
amerykański sposób myślenia, a to działało w sposób
destrukcyjny – twierdzi Kichler. – Wrocławski
judaizm nie jest w tej chwili kwitnący. Rabin Caine chciał
szybkich
sukcesów, ale doprowadził do tego, że nikt nie ma pomysłu na to, co
dalej robić. Zdaniem Kichlera, gdyby we Wrocławiu został rabin Ron
Hoffberg, wszystko wyglądałoby teraz inaczej.
Rabin Ivan Caine nie wie, kiedy przyjedzie do Polski. To
zależy od władz wrocławskiej gminy. – Cokolwiek
się stanie w przyszłości, to zawsze będziemy czuć, że to jest
nasza
bardzo daleka rodzina i będziemy obawiać się o ich przyszłość
– wyznaje.
Podkreśla jednak, że jest przekonany, iż judaizm konserwatywny szybko
przyjmie się w Polsce. Potwierdza to jedna z konwertytek:
– Ruch Masorti trafia do młodych ludzi z racji tego, że
jest nowoczesny, bardziej otwarty, daje więcej możliwości.
– Dla
mnie najważniejszy jest sam judaizm. W czasach Mojżesza nie było
żadnych podziałów, odłamów, wtedy najważniejsze było, żeby być razem
i łączyć się w wierze. Chciałbym, żeby teraz też tak było.
Najważniejsze jest być żydem. Nie szukajmy podziałów, tylko działajmy
razem – upiera się rabin Schudrich.
– Nie ma powodu, żeby w Polsce było inaczej niż
w reszcie świata żydowskiego – podsumowuje Konstanty
Gebert. – Polska jest wolnym krajem i nikt nikomu nie
zabrania zakładania innych żydowskich struktur. W Warszawie
działa Beit Warszawa, która jest społecznością reformowaną.
Barbara Jaworska, Tomasz Wysocki